Iwona Kopacz

kontakt@kopacziwona.com

Kuba - Wyjazd życia

Kuba…

Wyspa o której marzyłam około 7 lat i w końcu tego dokonałam. Ta wyprawa pokazała mi , że w życiu nie zawsze to czego chcemy jest takie jak nam się wydaje. Czasem rozwój osobisty to również nauka, czego nie chcemy.

Będąc kilka lat wstecz na Bali miejscowi byli zadowoleni z życia, mimo, iż nie opływają w luksusach. Moje wyobrażenie o Kubie było podobne, iż ludzie tańczą na ulicy i są zadowoleni z życia, mimo trudnej sytuacji życiowej. Serce boli patrząc jak oni tam żyją. Wiele biedy widziałam w swoim życiu, ale tak tragicznych warunków życiowych jeszcze nigdy. Były momenty, ze było mi bardzo przykro, ale były również momenty obrzydzenia. Uświadomiła mi ta wyprawa jak bardzo wdzięczna jestem za życie, które wypracowałam sobie.

Hawanna – stolica Kuby. Ma swoje piękne, choć również i mroczne strony. Zmiana nastawienia do swojego życia, praca ze swoimi przekonaniami i przyzwyczajeniami w życiu to część mojej coachinowej pracy. Niestety mam poczucie, że tam jeszcze wiele pracy potrzeba, aby ludzie zmienili swoje nastawienie do życia. Muszę przyznać, że trochę się zdziwiłam. Hawanna jest brudna i ma wiele śmieci na ulicach. Są lepsze dzielnice, gdzie okazuję się, że piękne zakątki potrafią również zachwycić.

Nie doświadczyłam filmowego tańca Kubańczyków na ulicy. Choć z Aleksem, moim towarzyszem podróży i życia, tańczyliśmy dość dużo i byliśmy dużą atrakcją, również dla Kubańczyków. Kubańczycy tańczą salsę i merengę. Na dyskotece można było zobaczyć ich miłość do tańca.

Na Kubie popularne jest zakwaterowanie, które nazywa się casa partikulares. Właściciele prywatnych mieszkań są bardzo pomocni w organizowaniu wycieczek, jednak przed rezerwacją warto poczytać opinie na temat takich miejsc. W pierwszym mieszkaniu było wszystko czyste i warte swojej ceny. Ostatnia noc jednak była dla nas rozczarowaniem. Zdjęcia widoczne przy rezerwacji na Airbnb były chyba sprzed 20 lat.

Ekonomia jest bardzo w złym stanie. Choć dla turystów jedzenia nigdy nie brakuje, dla miejscowych pojawiają się niestety często problemy ze zdobyciem żywności. Na Kubie nie brakuje cukru i rumu. Nie mają w ogóle mleka- tylko w proszku.

 Dla rodowitych Kubańczyków turyści to szansa na przeżycie. Ustrój tam panujący to komunizm. Dawne powiedzenie z polskiej rzeczywistości „czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy” jest tam na porządku dziennym. Nie każdy z tamtejszych czuje wewnętrzną potrzebę zmiany swojego życia. Mam nieodparte wrażenie, że w momencie, gdy zaczną pracę ze swoim umysłem mogą dokonać zmiany nastawienia oraz poprawić jakość swojego życia.

Wynika to na pewno z moich przekonań z dzieciństwa, gdzie nie padało zdanie „nie mogę tego dokonać”, lecz pytanie „Jak mogę tego dokonać?”.

Rozmawiając z przewodniczką, która nam towarzyszyła w wyprawie do Viñales, dowiedzieliśmy się, że gdy przejął władzę brat poprzednika, Raul Castro, na początku Kubańczycy bali się jego panowania, jednak dostali również dobre rzeczy. Kuba dostała dostęp do Internetu, obywatele mają możliwość więcej niż tylko jednej pracy. Viñales jest małym miasteczkiem w górach, gdzie odwiedza się również jaskinie i farmę cygar.

Gospodarka pieniężna to kolejna wielka niewiadoma na Kubie. Miejscowi nie potrafią wytłumaczyć co powoduje tak duże zawiłości. Dawną walutą Kuby był CUC- kubańskie peso. Miał on wartość 1$ lub 1€ (na Kubie wartość 1$ jest równa wartości 1 €). W trakcie 2020 roku zmienili walutę na CUP, co niestety spowodowało jeszcze większe problemy ekonomiczne. Na chwile, gdy przebywałam na Kubie (styczeń 2024r.) w Internecie można było znaleźć informację, iż 1€ ma wartość 26CUP. Po przybyciu na lotnisko w banku wartość 1€ była 130 CUP. Na ulicy (nielegalnie) można było wymienić 1€ na 250-270 CUP.

Polecam wzięcie ze sobą waluty dolar oraz na początek około 100 $ w banknotach po 1$. Napiwki na Kubie to podstawa przeżycia ludzi. Turystyka to jedno z nie licznych źródeł dochodu. Kubańczycy są naprawdę biednym narodem. Czasem było to dość uciążliwe.

Miasto Varadero było przeciwieństwem Hawanny. Choć głównie składa się ono z hoteli, w centrum było dość przytulnie. Ludzie byli dla nas tam znacznie milsi i przyjaźniej nastawieni. Polecam wizytę w barze „Floridita”. Choć w Varadero jest jego rekonstrukcja, mnie bardziej przekonał. Nie był tak zatłoczony jak oryginalna wersja w Hawannie.

Na koniec chciałabym Ci przypomnieć, że Twoje nastawienie to ta mała rzecz, która wiele zmienia. Muszę przyznać Ci się, że były momenty na Kubie, gdzie moje nastawienie mocno odbiegało od mojej pozytywnej natury co też przyczyniło się do doświadczeń, które przeżyłam. Mimo wszystko warto wyciągać wnioski i uczyć się na własnych doświadczeniach.

Moim miłym zaskoczeniem był fakt, iż całkiem dobrze radziłam sobie w rozmowach w języku hiszpańskim. Choć uczę się go raczej na własną rękę- nauka nie poszła w las. Warto wierzyć w swoje umiejętności.

Podsumowując moją wyprawę na Kubę zaliczam do udanych. Czuję ogromną wdzięczność za to co w życiu mam, ale również co sobie wypracowałam.

Kocham swoje życie, nawet jeśli nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli. Żyję w Europie, gdzie jestem wolnym człowiekiem. Mogę podróżować w miarę możliwości gdzie chcę.

Warto pracować nad swoim umysłem, aby doceniać jeszcze bardziej w życiu to co mamy. Paradoks wdzięczności polega na tym, że będąc wdzięcznym dostajemy więcej dobrego w naszym życiu. Narzędzia coachingowe i NLP pomagają w zmianie swoich ograniczających przekonań.

Masz pytania – zapraszam do kontaktu. Chętnie odpowiem na Twoje pytania.

Chcesz wiedzieć więcej jak pracować ze swoim nastawieniem do życia – zapraszam na bezpłatną konsultację.

Iwona Kopacz w podróży do siebie – certyfikowany coach i trener komunikacji NLP, miłośniczka rozwoju osobistego. Pomaga swoim klientkom w lepszym zrozumieniu siebie, swoich potrzeb, budowaniu poczucia własnej wartości, skutecznym osiąganiu celów.